Wakacje na weganie czyli pysznie, zdrowo, kolorowo
Jakiś czas temu przeszłam na weganizm. Stało się to za sprawą książki "Jeść by żyć zdrowo" autorstwa Fuhrman Joel. Przemówił do mnie tak mocno, że porzuciłam wegetarianizm, a dokładnie uznałam, że wraz z serami, mlekiem, jogurtami dostarczam sobie zbyt wiele niewłaściwego tłuszczu. Chyba najbardziej przekonało mnie zdanie, że jedne z największych zwierząt: słoń, nosorożec całą kupę mięśni tworzą tylko na roślinności! Książkę polecam, bo zawiera dużo wiedzy, przykładów, wszystko poparte badaniami i przykładami pacjentów doktora Fuhrmana, który leczy ludzi ze śmieciowego jedzenia, a co za tym idzie otyłości, ciśnienia, cukrzy po raki. Rozgadałam się, ale nie o tym miało być ;)
Moje pierwsze wegańskie wakacje budziły trochę lęku, czy wśród tych wszystkich zakręconych frytek i lodów, pizz (hmmm... nie jestem pewna czy słowo pizza powinnam w ten sposób użyć w liczbie mnogiej ;)), kurczaków gofrów i innych cudów na patyku znajdę coś do zjedzenia dla siebie. Dodam, że oprócz produktów odzwierzecych porzuciłam też wszelkie mocno przetworzone i oczyszczone produkty, białą mąkę, cukru wytworzonego przez człowieka od dawna starałam się nie używać. Zabrałam więc ze sobą jakieś tofu, ocet jabłkowy, puszkę mleczka kokosowego, chia, jaglankę, gryczankę, słoiczek własnych pomidorów, zmieszałam trochę przypraw, które używam prawie zawsze i do wszystkiego, czyli czosnek niedźwiedzi, zieloną czubricę, cayenna, majeranek, wędzona paprykę i wybrałam pokój z dostępem do aneksu kuchennego (mam też w pokoju lodówkę, co podczas szukania noclegu nad morzem okazało się prawie standardem w ofertach , przy moich tworzonych własnoręcznie kosmetykach bez konserwantów okazało się to rewelacją!).
Spaceruję więc sobie po bulwarze, wszędzie tłumy wczasowiczów, siedzą, piją, lulki palą, a mnie to wszystko po prostu śmierdzi! Sama się zdziwiłam, bo kiedyś na sam zapach goferkow z bitą śmietaną ślina kapała mi po brodzie. Niestety teraz przy gofrach czuję jakąś obrzydliwą woń niby waniliową, ale sztuczną tak że aż mi się podnosi. Ale ale... pomiędzy tymi atrakcjami, co jakiś czas na deptaku pojawia się warzywniak! Taki zwykły, ze wszystkim, z ogórami i kapuchą i o dziwo, przy tych kosmicznych cenach na deptaku właściwie za grosze... Malinki, borówki, brzoskwinie, młoda marchewka, bób, sałata, no wszystko czego zielona dusza zapragnie :D Zrobiłam zakupy na 3 dni na pełnym wypasie, jak dla mojej jednej gęby i zapłaciłam tyle, co za porcję lodów. No aż się uśmiałam.
Dawno sobie tak nie dogadzałam :D no ale od czego są wakacje ;)
Na każdych wakacjach nie może zabraknąć Zupki Chińskiej ;)
Tak, wydmuchało mnie na plaży i zachciało mi się czegoś ciepłego. Wrzuciłam kaszę gryczaną białą do garnka i poszłam zmyć z siebie piasek, akurat tyle wystarczyło żeby kasza się ugotowała. Chlusnęłam do miski pomidorów z zalewą, posypałam moją mieszanką przypraw.. dużo przypraw 😁, dorzuciłam 2 łyżki gorącej kaszy i nie mogłam się nadziwić jakie to pyszne :) Prostota, prawda?
Kolacja u mnie na zielono: sałata, kapusta, pomidor, papryka,czasem ogórek małosolny, pesto, przyprawy, ocet jabłkowy, trochę cytrynki i masła orzechowego. Na każdym wyjeździe można to przygotować.
ale najlepszy jest deserek ;D Łyżka nasion chia, trochę mleka kokosowego, namoczyć, na to owocki, maliny, borówka, na spodzie brzoskwinia. A niech tam towarzystwo zajada się lodami i frytami, ja ja mam swoje niebo... w gębie :D



Oj,Kasia - to już jaj nie jesz? A mówią,że to samo zdrowie. Takie urlopowanie się na własnym wikcie to najlepsza sprawa. Zawsze wiesz co jesz i masz pewność,że bez boleści zajedziesz do domu. Teraz w większości miejsc na wybrzeżu już nie ma takiej drożyzny bo sieciowe Biedronki robią konkurencję. A z tym tłuszczem to tak nie do końca jest on be. Organizm jest bardzo inteligentny i jest w stanie sobie poradzić z nadmiarem białek i tłuszczy, natomiast z węglowodanami brak mu pomyślunku i upycha je to tu, to tam. Tak się zastanawiam czy ten deser był przed czy po kolacji? Bo mówią, że sztuką jest umiejętność gotowania, ale ja twierdzę, że w pierwszej kolejności trzeba doceniać umiejętne myślenie jak to wszystko zjeść. Pozdrawiam ze słonecznego Opola. Niedoszły mistrz patelni - PLACEK NA OLEJU
OdpowiedzUsuń