Dynia hokkaido - CIASTECZKA OWSIANE Z DYNIĄ oraz CHLEB Z DYNIĄ czyli warto próbować :)
Dynia hokkaido
Jak co parę dni wybrałam się na targowisko do”bab” zapolować na zdrowe warzywa. Kupiłam jarmuż, natkę pietruszki, 12 kilo aronii ;) i uśmiechnęła się do mnie cząstka jaskrawo pomarańczowej dyni. Już miałam kupić i od razu przerobić ją na śniadanko w postaci słodkiej mlecznej, dyniowej zupki z lanymi kluseczkami, ale pani zaczęła namawiać mnie żebym spróbowała niewielkiej pomarańczowej dyni z zielonymi plamkami. Podobno to dynia hokkaido. Miała być pyszna, słodziutka i mocno pomarańczowa. Niestety w domu okazało się zupełnie odwrotnie. Skóra była twarda, podobnie zresztą jak blady miąższ, pestek kupa (chociaż tyle dobrze, będzie do pogryzienia). Na zupę zupełnie mi nie pasowała, lubię gdy dynia jest mocno pomarańczowa, miękka i rozgotowująca się na rozwarstwiające włókienka, ta zdecydowanie taka nie była :( Na dodatek zupełnie nie miała smaku. Właściwie nie miałam na nią pomysłu, zrezygnowana (nie bez wysiłku) pokroiłam ją na cząstki i wrzuciłam do naczynia do zapiekania. Kapnęłam odrobinkę miodu i ciupkę soli i kilka kropel cytryny, zamknęłam pokrywę i do pieca na godzinę. Nie chciało mi się nawet do niej zaglądać. Rano skosztowałam, nie powalało :) kawałki były upieczone, ale dość twarde i nieciekawe. Utłukłam je więc na pure dodając trochę oleju i miodu. No cóż, smakowała jak ziemniaki :) Suche, bardzo mączyste pure.
W międzyczasie zaczęłam robić ciasteczka owsiane i chleb. Pomyślałam, że się trochę zabawię. Do dość klasycznego składu na ciasteczka dodałam sporą ilość owego pure.
CIASTECZKA OWSIANE Z DYNIĄ
1 szklanka płatków owsianych
garść słonecznika
garść sezamu
1 łyżka solidna lub 2 mniej pełne miodu
(można dać więcej żeby były wyraźnie słodkie, ja wolę mniej słodkie)
solidna łyżeczka oleju kokosowego lub innego tłuszczu
¾ szklanki mąki pszennej
½ łyżeczki sody
2 jajka
1 szklanka pure z dyni
garść daktyli
garść rodzynek
garść orzechów włoskich
To do roboty.
Płatki sezamu i słonecznik podprażam na suchej patelni mieszając. Uważam przy tym żeby nabrały tylko lekko kremowego koloru, a nie żeby się przypaliły broń Boże!
Odstawiam z ognia i dodaję olej kokosowy oraz miód. Rodzynki i daktyle zalewam gorącą wodą na chwilę i przepłukuję jeszcze raz zimną. Uważam, że bakalie zawsze warto przepłukać z ewentualnych utrwalaczy używanych do transportu i przechowywania. Zresztą świeże owoce przecież też myjemy!
Orzechy zalewam cukrową zalewą (trochę cukru do szklanki, niewiele gorącej wody i do tego na chwilę orzechy) Odcedzam i siekam na drobniejsze cząstki. Dorzucam do masy. Dodaję jajka,mąkę i odcedzone bakalie. Na koniec mieszam to wszystko z pure dyniowym i łyżką układam na blaszce z pergaminem formując placuszki.
Piekły się jakieś 20 minut, ale trzeba zaglądać. Dobry moment to ten, w którym zaczynają zmieniać kolor na złoty.
Wyszły przepyszne! Dużo bardziej miękkie niż klasyczne ciasteczka z płatków owsianych, o lekko dyniowej nucie, super ciasteczko na drugie śniadanie! :)
Jeśli macie ochotę zaszaleć, można wziąć do ręki kostkę gorzkiej czekolady (przy większych ciasteczkach wygodniej całą tabliczkę) i po prostu przyłożyć do gorącego, wyjętego z piekarnika ciasteczka. Zobaczycie, że łatwo da się tym sposobem „pomalować” ciasteczka cienką warstwą czekolady, która sprawi, że wasza przekąska będzie jeszcze pyszniejsza!
Polecam zabierać ze sobą więcej, bo znajomi wyżerają do ostatniego ciasteczka :P
I tym sposobem pozbyłam się ;P niesmacznego pure :) Ale zostało mi jeszcze pół garnka, co dalej? :) Następny w kolejce jest chleb. Skoro można robić chleb z ziemniakami, to z pewnością można też dodać pure dyniowe smakujące jak pure ziemniaczane :)
To do dzieła :)
CHLEB Z DYNIĄ
1 paczka suchych drożdży lub 25 g (½ kostki) świeżych
½ szklanki ciepłego mleka
½ kg mąki pszennej typ 550 lub 650 (1/3 ilości zamieniłam na mąkę żytnią typ 750)
1 szklanka maślanki
1 chlup oleju
1 łyżka miodu
1 łyżeczka soli
garść słonecznika
garść nasion lnu
można dać czarnuszki i odrobinę mielonego kminku (uwaga: nie każdy lubi)
ponad szklanka pure z dyni.
Zazwyczaj chleb robię w misce do tego celu z Tupperware. Nie lubię tych plastików, ale ta miska ma wieczko do zamykania i całość wkłada się do ciepłej wody, dzięki temu znacznie przyśpiesza się proces wzrastania, a ostatnio z czasem krucho.
Do wyrabiana drożdżowych ciast najlepsza jest stara, babcina, kamionkowa makutra. Jest szeroka i ciężka, dzięki temu klejące się na początku ciasto nie podrywa jej do góry podczas wyrabiania, a jej szerokość pozwala na swobodną pracę rąk, bez uderzania co chwilę w rant miski.
Do miski wsypałam drożdże i podgrzana lekko mleko, dodałam pół łyżeczki miodu i tyle mąki by zrobiła się papka. Niby na suchych nie trzeba robić zaczynu, ale uznałam że szybciej będzie jak je najpierw pobudzę.
Jak tylko pojawiły się bąbelki (po ok 10 min) podgrzałam lekko maślankę mieszając cały czas by się nie ścięła przy dnie, wlałam do misy, dodałam mąkę, pestki, sól, resztę miodu, troszkę oleju i wyrabiałam z 7 minut. Dodałam pure i wyrabiałam jeszcze kilka minut. Miskę odstawiłam do ciepłej wody i poczekałam aż podwoi objętość. Wyrosło dość szybko. Przełożyłam ciasto do formy wyłożonej papierem do pieczenia i dałam mu odpocząć 10 min na ciepłej kuchence, przykryte ściereczką.
W tym czasie do piekarnika wstawiłam miseczkę z gorącą wodą i podniosłam temperaturę do ok 200 stopni
Chleb powinno się wkładać do mocno nagrzanego piekarnika i co 10 min zmniejszać do uzyskania 180 stopni. Pieczemy ok godziny, a na 10 min przed końcem wyciągamy, smarujemy olejem lnianym i wstawiamy na pozostałe 10 minut do pieca.
Po godzinie chleb wyjęłam na deskę (można studzić na kratce jeśli posiada się takową ;P) i pozostawiłam do wystudzenia. To dość ważne dla zachowania odpowiedniej wilgotności chleba. Jeśli jednak pokusa jest zbyt duża, należy postawić chleb na odkrojonej części, by wilgoć nie uciekała.
Efekt moich improwizacji przeszedł najśmielsze oczekiwania! To jest najlepszy chleb jaki mi w życiu wyszedł! Wilgotny, sprężysty z leciutką gumowatością świeżego chleba, z lekkim dyniowym aromatem, który o dziwo się uwydatnił, dodatkowo o żółto-pomarańczowym, apetycznym kolorze. No rewelacja :) Warto próbować! :)
W kubeczku zostało jeszcze odrobinę pure. Tak sobie myślę, że potraktuję je jak ziemniaki i zrobię parę pierogów. Też jestem ciekawa :)


Komentarze
Prześlij komentarz