Chleb na zakwasie - chleb codzienny
CHLEB CODZIENNYNie pamiętam już gdzie mieści się piekarnia. Od wielu lat piekę sama chleby, bułki, chałeczki. Po co tyle zachodu? To pytanie zadaje mi KAŻDA nowo poznana osoba. Bo im mniej chemii tym lepiej. Jeśli można, to robię. No i przede wszystkim robię, bo lubię, robię, bo lubię mieć wpływ na to, co jem, robię, bo robię tak, jak lubię, robię, bo jest lepszy i dłużej się trzyma. Bo używam tylko takich składników jakich chcę użyć, bo dodaję przypraw, które lubię... i mogłabym tak bez końca :)
A co to znaczy piec chleb?
To nie przepis od do, to nie waga i minilitry.
Chleb, to zawsze stojący zakwas w lodówce, lub w ciepłym, jeśli właśnie się dokarmia.
Chleb, to wrzucanie do miski wszystkiego tego na co masz ochotę.
Chleb, to radość obserwowania jak rośnie, to zapach roznoszący się w całej kamienicy ;P Mają pecha :)
Więc jak robić ten chleb skoro nie ma przepisu?
Nie wiem :)
Przykładowo. Chlustam trochę zakwasu podkarmionego przez 2 dni do miski. mielę w młynku do kawy po trochę ziaren, które wpadną mi w łapki. Czasem płatki owsiane, czasem amarantus, czasem cieciorka, len, mąka żytnia, kukurydziana, odrobinę pszennej, albo jakiś amarantus, no cokolwiek. Zwykle ze 3 gatunki (chyba, że robię czysto żytni, wtedy tylko żytnia plus len, słonecznik i takie tam albo białe bułeczki pszenne, wtedy mąkę pszenną jakąś zwykłą typ 550 czy 650 i często robię je na zwykłych drożdżach), dodaję maślanki (ładnie trzymają się takie chleby na maślance i są przyjemnie wilgotne), może być też mleko a nawet woda. Nie pytajcie ile! :) Tyle ile trzeba :) Jak ktoś chce, to może sobie chlusnąć oleju czy masła roztopionego plus jakies pestki.
Mieszam, wyrabiam, aż się wyrobi :) i wrzucam do miski.
Fajny patent, jeśli macie chłodno w mieszkaniu miskę taką włożyć do ciepłej wody i raz dwa wyrośnie.
Jaj już to nastąpi, ciasto daję do formy i dalej sobie rośnie, aż będzie jak trzeba.
Grzejemy piec na mocno ciepło, myślę że jest to ok 230 (nie mam opisu na piekarniku ;P) wstawiamy garnuszek z wodą dla odpowiedniej wilgotności i chleb siup do pieca, po 10 min zmniejszamy trochę temperaturę (myślę że ok 200), po kolejnych jeszcze trochę (jakoś180 pewnie) i dalej pieczemy, w sumie ok godz. patrzymy po prostu co się tam dzieje, jak pieczesz 25 min , a chleb zaczyna się spiekać, to zmniejsz trochę. Po paru razach samo wyjdzie w jakiej temperaturze ma się piec.
Gorący wyciągamy (jak ładnie zrumieniony i odchodzi od formy) Pukamy mu w stopy ;) jak głuchy dźwięk, jakby był z kartonu, znaczy upieczony.
Nakrywamy ściereczką, proponuję czystą ;P i niech wystygnie. A niech ręka boska broni ukroić ciepły! :) (no dobra, też czasem nie wytrzymuję ;) Wtedy ukrojonym stawiamy na deseczce żeby wilgoć nie uciekała i całość ściereczką do wystudzenia.
No a potem to już tylko jeść, chrupać i zajadać :) Najlepiej ze swojskim masełkiem i domowymi konfiturami :)
Ale o tym kiedyś :)


Komentarze
Prześlij komentarz